czwartek, 18 stycznia 2018

Wieczorna pocztówka z Birmingham

Trzeci poniedziałek stycznia zapamiętam na bardzo długo. Spotkanie z klientem w Birmingham, które to poprzedziła szaleńcza i obfitująca w irracjonalne wydarzenia, podróż z Brussels Airlines, no i piwny wieczór w jednym z największym miast Zjednoczonego Królestwa. Na tym ostatnim chciałbym się na dłuższą chwilę zatrzymać. 

Jako, że spotkanie z klientem, odbyło się w godzinach popołudniowych oraz przedwieczornych, dzięki czemu  miałem czas by co nieco poznać ofertę piwną miasta, z którego pochodzą tak znamienite muzyczne grupy, jak chociażby Black Sabbath, Napalm Death, czy G.B.H. W ciągu dwóch-trzech godzin, udało mi się odwiedzić dwa browary, pub firmowy kolejnego browaru oraz dwa inne puby. 

Pierwszym na mej drodze, był leżący nieopodal hotelu, w którym się zatrzymałem, Edmunds Bar & Brewhouse. 


Tuż po przekroczeniu progu tego miejsca, od razu rzuciło mi się w oczy, że w środku, oprócz obsługi w liczbie trzech osób, nie było nikogo. No, ale cóż było robić - trzeba było 'zaliczyć'. Dostępnych były dwa, na miejscu warzone, piwa: 1895 Ale (IPA) oraz B3 Bitter (Bitter). 


Wybrałem to pierwsze i pomimo faktu, że jak mówiła etykieta, chmielony był Cascade, to w aromacie, ni krzty nie dało się go wyczuć. Właściwie zapach, nie oferował praktycznie żadnych doznań. W smaku, było niewiele lepiej, gdyż dało wyczuć się kwaśne nuty, delikatne karmelki i ... nic więcej. Piwo bardzo wodniste i ogólnie do szybkiego zapomnienia. Tak szybko wyleciało mi z pamięci, że zapomniałem zamówić drugiego i udałem się dalej. Widać miejscowi wiedzą, że słabo tu warzą, dlatego byłem jedynym klientem tego dnia. Aha, na pytanie, czy mógłbym zwiedzić browar, otrzymałem info, że nic ciekawego do zwiedzania nie ma i to tyle. Podsumowując - szkoda zachodu, nerwów i kubków smakowych.

Następny na mej drodze, pojawił się pub firmowy Indian Brewery. 



Browar (zlokalizowany w innym miejscu w Birmingham) oraz pub, są pomysłem i własnością sympatycznego bardzo hindusa, który serdecznym uśmiechem i uściskiem dłoni, przywitał mnie w swoim lokalu. Co od razu, po wejściu do środka, rzuca się w oczy, znaczy nozdrza, to wszędobylski i mocny zapach kadzideł a także szeroka gama plakatów filmów z Bollywood. 


Pub zaopatrzony jest w kilkanaście kranów, z których leją się piwa Indian Brewery oraz innych brytyjskich i zagranicznych. Oferta browaru nie jest zbytnio rozbudowana i zamyka się w sześciu pozycjach.




Zdecydowałem się na piwa Peacock (Amber Ale) oraz Indian Summer (Pale Ale). Piwa specjalnie nie zachwyciły, ale także nie odrzuciły. Całkiem przyjemnie się je piło, choć oczekiwania moje były większe. W obu piwach charakter wodnisty także był dość wyraźnie zaznaczony.



Aha, ważne info dla kolekcjonerów podstawek. Te dostępne w lokalu, były takim i, z jakimi wcześniej się nie spotkałem. Otóż wycięte w nich były części składowe pingwina i można było je sobie palcami 'wypchnąć' i złożyć nielota podczas degustacji. No i jeszcze jedno, w lokalu, tym razem byli ludzie i to całkiem sporo. Obsługa też bardzo sympatyczna i dodatkowo, indyjskie żarcie tam serwowane, naprawdę jest warte zamówienia.

Trzecim na moim szlaku, był pub Gunmakers Arms, w którym mieści się browar Two Towers Brewery. 


Tu także, nie udało mi się zobaczyć, serca browaru, ale to z powodu nieobecności osób, które mógłby mnie zabrać w piwniczne czeluści, celem oprowadzenia. Poza tym, za barem bardzo sympatyczna dziewczyna, a przed barem równie miłe, starsze miejscowe małżeństwo, które tak jak ja, wybrało się na piwo, pogaduchy i posłuchać muzyki. Na kranach dostępnych było sześć piw Two Towers Brewery: Electric Ale, Hockey Gold, Baskerville Bitter, Chamberlain Pale Ale, Peaky Blinders Mild oraz Chili Porter. 


Ja sam skosztowałem Pale Ale i tego ostatniego, czyli Chili Porter. Pani za barem się pomyliła i nalała mi dwie pinty Pale Ale, jakkolwiek licząc tylko za jedną. Bardzo miło. 


Oba piwa, niestety, nie wywarły na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia. Znów na pierwszym planie, dość spora wodnistość i nikłe doznania aromatyczno-smakowe. Nawet chili czuć nie było - no skłamałbym, było czuć, ale dopiero następnego dnia podczas porannej toalety.

Atmosfera wewnątrz natomiast, bardzo przyjemna. większość gości, to dość poważni wiekowo smakosze piwa. Z głośników, a właściwie z telewizyjnej szafy grającej, wydobywają się genialne dźwięki w różnych stylach muzycznych. Podczas mojej wizyty, dało się słyszeć między innymi The Cure i Travelling Wilburys. Dostałem zaproszenie od pani za barem i małżeństwa obok, do złożenia kolejnej wizyty wkrótce. Fajne miejsce, z ... nie ukrywajmy, angielską klasyką, ale nie najwyższych lotów. 

Tuż obok Gunmakers Arms, znajduje się fantastyczne miejsce o nazwie The Bull. To miejsce, to taki piwny wehikuł czasu. Bardzo przyjemny pub, w starym brytyjskim stylu, którego wnętrza powodują, że człowiek ma ochotę zostać w tym anturażu jak najdłużej. Do tego bardzo przesympatyczna obsługa, której wtóruje miejscowa kotka, witająca i zabawiająca gości, dobra kuchnia oraz piwo ... Pedigree z browaru Marston's, którego i ja skosztowałem. Można powiedzieć, brytyjska klasyka.

Na koniec wieczornej eskapady po Birmingham, zaszedłem do nowoczesnego, modernistycznego pubu, którego nazwa wyleciała mi niestety z głowy. Klimat? Głośna muzyka, lekko wożący się młodzi barmani, dużo lokalsów, ale klientów, którzy w większości przychodzili na drina i poznać dziewczynę, niż napić się dobrego piwa. Ja skosztowałem, dwie angielkie, kraftowe piwa w stylu White IPA (także nie pamiętam teraz nazwy; coś w stylu hawajskim) i zdegustowany jakością, zawinąłem się i wróciłem do hotelu.

Wiem, że tych pięć miejsc, które odwiedziłem, nie jest miarodajnym wyznacznikiem tego, co zaoferować może Birmingham, jakkolwiek piwa, które miałem okazję skosztować, dość mocno odstawały od moich oczekiwań i od tego, co możemy spotkać na naszym polskim rynku. Może następnym razem trafię znacznie lepiej, choć miejsca takie jak Gunmakers Arms i The Bull, szczerze polecam, choć niekoniecznie w celu zażycia fenomenalnych doznań związanych z naszym ulubionym trunkiem.

czwartek, 4 stycznia 2018

Rok 2017 - ach co to był za rok :-)

Kilkadziesiąt godzin temu pożegnaliśmy rok 2017 i możemy zacząć cieszyć się rokiem 2018 i czekać na wszystko co nam ze sobą przyniesie. Przed nami, na pewno, nowe browary, nowe piwa, nowe style, smaki, nowe kooperacje, a także interesujące imprezy piwne, ciekawe piwne podróże oraz inne intrygujące sytuacje związane z naszym ulubionym trunkiem. Z pewnością także, nie zabraknie piwnych klap, piwnego snobizmu i wielu innych rzeczy, o których obecnie się mówi i słyszy, a które mimo tworzenia się ciekawego rynku piwa, powodują, że czasami zastanawiam się, czy to wszystko rozwija się we właściwym kierunku. 

No, ale zanim to wszystko przeżyjemy, to warto na chwilę się zatrzymać i powspominać ten rok, który właśnie minął. Dla mnie, był to rok nad wyraz fantastyczny i to nie tylko pod względem piwnym. Przez ostatnich 365 dni, udało mi się poznać kolejnych wile osób związanych z piwem. 

W poszukiwaniu dobrego piwa, 31 wsiadałem na pokład samolotu i w sumie, ponad dwa razy okrążyłem nasza matkę Ziemię. Zwiedziłem całkiem sporo  browarów, tu w Polsce (6) i na Świecie, z czego w Estonii jeden, Finlandii pięć, na Litwie trzy, w Niemczech, w Nowej Zelandii osiem, dwa w USA i po jednym w Szwajcarii oraz ... na Tonga.


Co ciekawe, w ubiegłym roku, odwiedziłem tylko dwa piwne festiwale, którymi były Olsztyński Festiwal Piw Rzemieślniczych w Olsztynie i Browariada w Ostródzie. Poza tym, mam tez sympatyczne wspomnienia ze Święta Warmińskiego Piwowara w podolsztyńskich Dywitach. 

 
Następnie, wspólnie z ekipą Browaru Warmia uwarzyłem nasze wspólne piwo, które w przyszłym miesiącu pojawi się na rynku. O szczegółach dowiecie się już wkrótce. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni. Mogę odkryć kolejne karty i przekazać wam informację, że będzie można napić się go z kranu, na pewno, w Olsztynie i Trójmieście i prawdopodobnie w ... Pluskach. 

Ponadto przeprowadziłem wiele prezentacji związanych z piwną kulturą i sztuką degustacji, dzięki czemu odwiedziłem kilka ciekawych miejsc w naszym pięknym kraju i miałem okazję przedstawić piwo w najjaśniejszym świetle tym, którzy do tej pory z piwem nie byli zbyt mocno za pan brat. Dzięki tymże spotkaniom, miałem także szczęście znaleźć się w kadrze, niezbyt lubianego, automatycznego fotografa, którego czasami można spotkać przy naszych drogach.

Nieźle owocowała także przyjacielsko-robocza współpraca, na bardzo różnych płaszczyznach, z olsztyńskimi browarami, a także możliwość wprowadzenia na właściwe tory, jednego w gdańskich piwnych lokali, co było dla mnie bardzo sympatyczną przygodą, jak i dość sporą nauką.

Wróciłem również do bardziej regularnego pisania, tu na blogu. Mogę się pochwalić, że napisałem ponad trzy razy więcej wpisów, niż w roku 2016, co przy natłoku zeszłorocznych zajęć i obowiązków, uważam, za niezły wyczyn. Wierzę, że w tym roku, będzie tych wpisów jeszcze więcej. Co ciekawe, trzy z napisanych w 2017 roku postów, znalazły się w dziesiątce, najchętniej odwiedzanych i czytanych postów w historii bloga. WOW!

Aha, wstąpiłem, ku uciesze moim znajomych piwowarów domowych rodem z Warmii i Mazur, także do Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych (PSPD). Trochę mnie to samego zaskoczyło, ale chyba taka była kolej rzeczy. Prawda BroWarmiacy? 

Pod koniec roku, udzieliłem także wywiadu dla gazety, co było przyjemnym zwieńczeniem roku, pomimo pytań i treści, które w nim się znalazły? Dlaczego tak piszę, gdyż o piwie, mógłbym opowiadać godzinami i tak naprawdę, chciałbym przekazać / przekazywać znacznie więcej informacji.   

Dodatkowo, wypiłem także sporo polskiego i trochę zagranicznego piwa. Prowadząc swój własny dziennik piwny (tylko polskie piwa), mogę teraz podzielić się z Wami, co ciekawszymi danymi. Oto i one poniżej.

W sumie skosztowałem 687 degustacji, co łącznie dało 258,36 wypitych litrów. Z liczby 685 podejść do piwa, 379 (55,17%) były to degustacje piw, które pojawiły się na rynku przed 2017 rokiem, a 307 (44,83%) to premierowe. Z tego, na piwa niepremierowe przypadło 159,96 litów (59,59%), a na nowości 104,40 litrów (40,41%).
 
W moim i nie tylko szkle, znalazło się miejsce dla piw z 92 browarów, stacjonarnych i kontraktowych. Te browary, uraczyły mnie w sumie 371 różnymi piwami. W tej liczbie, 16 pozycji, były to piwa kooperacyjne.

Poniżej czołowa 10 browarów, pod względem liczby podejść do warzonych przez nie piw:
1. Browar Kormoran - 121 degustacji (D) - 18 różnych piw (RP) - 52,35 litrów (L),
2. Browar Pinta - 61 (D) - 36 (RP) - 24,16 (L),
3. AleBrowar - 48 (D) - 26 (RP) - 15,73 (L),
4. Browar Warmia - 30 (D) - 13 (RP) - 7,07 (L) - tu statystyki nieco zakłamane, ze względu, na brak zapisków z degustacji, które miały miejsce w trakcie moich wizyt u chłopaków na leżakowni. Ehh ...,
5. Browar Gościszewo - 23 (D) - 10 (RP) - 9,12 (L),
6. Mazurski Browar - 22 (D) - 7 (RP) - 6,05 (L),
7. Browar Ukiel - 22 (D) - 5 (RP) - 4,72 (L),
8. Browar Nepomucen - 19 (D) - 8 (RP) - 6,85 (L),
9. Browar Kingpin - 18 (D) - 14 (RP) - 5,91 (L), 
10. Browar Jana - 17 (D) - 14 (RP) - 7,07 (L).

Tak, natomiast, wygląda czołowa 'dziesiątka' najczęściej degustowanych, czyli moich ulubionych piw:
1. Browar Kormoran - 1 na 100 - 38 (D) - 18,60 (L),
2. Browar Kormoran - Podróże Kormorana - Witbier - 13 (D) - 6,50 (L),
3. Browar Kormoran - Warmińskie Rewolucje - 13 (D) - 5,90 (L),
4. Browar Pinta - Atak Chmielu - 11 (D) - 4,80 (L),
5. Browar Nepomucen - Forest IPA - 11 (D) - 3,80 (L),
6. Browar Ukiel - West Coast IPA - 10 (D) - 2,15 (L),
7. Browar Kormoran - Podróże Kormorana - American IPA - 9 (D) - 4,05 (L),
8. Browar Żywiec - Żywiec Premium - 8 (D) - 3,49 (L) - tak też czasami bywa,
9. AleBrowar - Lady Blanche - 8 (D) - 2,05 (L),
10. Browar Warmia - Pils - 8 (D) - 2,02 (L).

Na rynku, pojawiło się - ponownie - bardzo dużo nowych piw, z których, jak pisałem wyżej, ja sam zasmakowałem 307. Największe wrażenie na mnie zrobiły, takie jak (alfabetycznie browary): Not So Scary (AleBrowar), Saison na Madagaskar (Amber), Porter Podbity Śliwką (Jabłonowo - Manufaktura Piwna), Imperial Geezer (Kingpin), Barlow Sorbus i Kormoran Ciemny z kosodrzewiną (Kormoran), Forest IPA (Nepomucen), Viva Śliwa (Nepomucen/{Pinta), Express IPA i Wesołych Świąt 2017 (Pinta), Piwo Festiwalowe 28 (Piwoteka), Gerda (Spółdzielczy), West Coast IPA (Ukiel), Mokra Szyszka (Warmia) i wiele innych, których musiałbym tu wymienić bardzo sporo.

Cieszy mnie bardzo fakt, że coraz więcej mogę pić piwa rodem z Warmii i Mazur. Raduje mnie fakt super debiutów browarów Ukiel z Olsztyna i Kadyk z Działdowa, a także rozwój Mazurskiego Browaru z Ełku oraz wzrost oferty i formy Browaru Warmia, no i oczywiście ugruntowanie mocnej pozycji na polskim rynku piwnym Browaru Kormoran. Rodem z Olsztyna i Warmii są jeszcze pomysłodawcy i piwowarzy Browaru Stara Szkoła, który swoją siedzibę ma na Podlasiu oraz kontraktowy Dziki Kocur. Zaczyna się tu nieźle dziać i cieszę się, że od czasu, do czasu, mam w tym swój udział.

Dość o mnie! Z początkiem nowego roku, chciałbym wszystkim zaangażowanych w warzenie, dystrybucję i szerzenie kultury piwa, a także wszystkim tym, którzy uwielbiają piwo (jakiekolwiek), życzyć, by w tym roku, w waszym szkle nie zabrakło dobrego piwa i byśmy wszyscy razem cieszyli się z kolejnego roku, w którym polska branża piwna, będzie się dynamicznie rozwijać. Najlepszego moi drodzy!. 

czwartek, 14 grudnia 2017

Browar Warmia i Browarnik Tomek połączyli siły i ... nawarzyli piwa!

Olsztyn, to piękne miasto na Warmii - tak moi drodzy, na Warmii, a nie na Mazurach - w którym się urodziłem, wychowałem i do którego, po wielu latach mieszkania w Trójmieście wróciłem. To miasto wspaniałej natury, lasów, jezior, a także dom trzech stacjonarnych browarów: Kormorana, Warmii oraz Ukiela (niestety, Juranda już nie ma). Z każdym z browarów jestem dość mocno zaprzyjaźniony, każdy odwiedzam od raz częściej, raz rzadziej, więc przyszedł pomysł, by zrobić coś w końcu razem.

Podczas jednej z wizyt w Browarze Warmia, dość luźno sobie rozmawiałem z piwowarami tegoż właśnie, czyli z Danielem Dudą i Łukaszem Milą i doszliśmy do wniosku, że można by było coś uwarzyć. Doszliśmy do wniosku, że ja wymyślę koncept piwa, to jakim bym chciał by ono było, a chłopaki mój pomysł dostosują już do właściwej receptury i tak się właśnie stało. Potrzebna była jeszcze zgoda właścicieli browaru, którzy bardzo entuzjastycznie przychylili się do pomysłu. Najważniejsze w tym wszystkim było to, by było to piwo, jakiego jeszcze chłopaki w browarze nie warzyli. Moim pomysłem tkwił wokół zimy, a że akurat był okres przedświąteczny, to pomyślałem o piwie świątecznym (nie, nie, bez tony przypraw), ale idea upadła, z powodu nikłego czasu realizacji, a poza tym, podobny pomysł był już realizowany przez chłopaków. Jakkolwiek, bardzo możliwe, że do tegoż powrócimy w przyszłym roku, także nic na razie nie zdradzam. W takim wypadku, trzeba było szybko zmienić koncepcje. Trzonem przyszłego piwa był wysoki baling i to, co na razie mogę wam zdradzić, to fakt, że piwo będzie miało 19% ekstraktu. Reszta, by budować lekko napięcie, w miarę upływu czasu do premiery. Tak, jest taki plan, który ... cichosza!

Tak więc, dość charakterystycznego dnia, bo 13 grudnia, roku pańskiego 2017, spotkaliśmy się o ósmej rano w browarze, by pomysł wcielić w życie. Wszystko zaczęło się, na magazynie słodu, gdzie wraz z Łukaszem, wsypaliśmy 250 kilogramów ześrutowanego słodu do kotła zaciernego.



No, a potem kolejne etapy ciężkiej, mozolnej, piwowarskiej pracy. Tak, tak, warzenie piwa i cała otoczka wokół tego, to nie jest przysłowiowa bułka z masłem. Tak więc było dodawanie gipsu i mierzenie pH, odpowiednie przygotowanie kadzi filtracyjnej wraz z odpowiednim zasypem łuski ryżowej. 






Sprawę wszystkich ustawień warzelni, bardzo sprawnie, ogarnął Daniel, pokazując mi wszystko na monitorze i opisując, co? jak? gdzie? i kiedy?. Wybaczcie, ale to było tyle informacji i wiedzy, że niestety nie jestem w stanie tego wszystkiego teraz to powtórzyć. Jedno jest pewne, nie dałbym rady tego powtórzyć. W międzyczasie sprawdziliśmy, jak prezentuje się zacier.


Przyszedł czas na warzenie chmieli. Jakie to będą chmiele? Wszystko w swoim czasie moi drodzy. Mogę zdradzić, że będą to cztery odmiany i będzie chmielone także na zimno. Na początek, na warkę, czyli prawie tysiąc litrów, odmierzyliśmy cztery kilogramy chmielu, z czego pół kilo poszło na goryczkę, a trzy i pół do whirlpool'a. 



No, ale zanim dodaliśmy chmiel do kotła i do whirlpool'a, to trzeba było zaznać trochę innej, mniej przyjemnej pracy. Trzeba było przygotować zbiornik fermentacyjno-leżakowy, do którego po zagotowaniu i wychłodzeniu, przepompuje się brzeczkę. Jak pisałem wyżej, to już nie jest tak fajna, tak przyjemna praca.



Nie tylko w leżakowni było mycie, a także i na warzelni, gdzie po przepływie zacieru do kadzi filtracyjnej, trzeba było umyć także kadź zacierno-warzelną.



Do tego doszła kontrola barwy i klarowności no i zapodanie chmielu.





Dalszymi etapami pokierowali już Daniel i Łukasz, a ja zacząłem ogarniać temat etykiety oraz innych spraw związanych z ... Wkrótce, moi drodzy :) Jedno, co mogę Wam zdradzić, to, że podczas przepompowywania brzeczki z warzelni do tanka, unosił się fantastyczny, bardzo intensywny, owocowy zapach. Ja już nie mogę się doczekać. Aha, brzeczka została zaszczepiona drożdżami Safale US-05.

Efekt finalny, hmm, po nowym roku oczywiście. Kiedy dokładnie? Powiem tylko, że na pewno nie będzie to styczeń. Jestem przekonany, że wasza cierpliwość zostania sowicie wynagrodzona. 

Kończąc ten wpis, chciałbym serdecznie podziękować kierownictwu Browaru Warmia oraz Danielowi i Łukaszowi, za podchwycenie tematu, za zielone światło i pomoc w realizacji oraz przesympatyczną atmosferę wokół projektu. Wierzę, że to początek bardzo fajnej warmiobrowarnikowej przygody.



Do usłyszenia, spisania wkrótce!

sobota, 9 grudnia 2017

Z wizytą w browarze Bruuveri Panimoravintola w Helsinkach

Ostatnim przystankiem na szlaku moich browarnych peregrynacji po Helsinkach był Bruuveri Panimoravintola. 



Browar zlokalizowany jest przy ulicy Fredrikinkatu 63 i jest czynny w poniższych godzinach: poniedziałek-wtorek 11:00-01:00, od środy do soboty od 11:00 do 02:00, a w niedzielę od 12:00 do północy. Sam brewpub mieści się w piwnicach centrum handlowego.

Wystój lokalu całkiem przyjemny. Dużo drewna i dość wygodne ławy do siedzenia.




Podchodzę do baru i tu zaczynają się niemiłe niespodzianki. Pierwsza jest taka, że nie ma zgody na zwiedzenie browaru, ani na rozmowę z piwowarem. Powiedziano mi (niezbyt sympatycznym tonem), że mogę sobie strzelić fotkę przez szybę, co też, niestety, uczyniłem.



Jak widać, instalacja mówi nam, że jest to prawdziwy mikrobrowar. I nie ma w tym przesady, gdyż na barze, dowiadujemy się, że piw browaru dostępnych jest ... tylko jedno. Tragedia jednym słowem
  



Jak widać, na powyższym obrazku, nie ma ani słowa o stylu. Jedyne, co się dowiedziałem od barmana, to to, że jest to jasne ale. Tyle i aż tyle. Co do wrażeń degustacyjnych, to wybaczcie, ale przemilczę. Poza tym na kranach, piwa z innych fińskich browarów, z których skosztowałem jeszcze czeskiego pilsa Marsalkka III. Całkiem  dobry był to pils.

Gdy potem rozmawiałem z piwowarem browaru Stadin Panimo, to dowiedziałem się, dlaczego tak słabo dzieje się w Bruuveri Panimoravintola. Otóż, browar, który kiedyś warzył więcej niż jedno piwo, który zdobywał medale na konkursach w Finlandii i poza granicami kraju, którego piwo było bardzo dobre, a atmosfera w browarze była prześwietna, został niedawno wykupiony przez ... koncern, dzięki czemu na kranach zawsze jest tylko jedno piwo, a reszta mocy warzelnych browaru, wykorzystywana jest przez koncern do warzenia eksperymentalnych warek na potrzeby przyszłych nowości wypuszczanych na rynek. 

Ale, żeby nie było tylko narzekań, to w tym brewpubie, można podobno doskonale zjeść, jakkolwiek, ani piwo, ani atmosfera w środku, nie zachęciły mnie do skosztowania smakołyków z menu. 

Konkludując, miejsce to bardzo mnie zawiodło, a byłem pełen nadziei, czytając wcześniejsze opinie na temat tego browaru. Piwo słabe, obsługa niesympatyczna, atmosfera w środku dość drętwa. Nie zachęcam do wizyty, no chyba że celem zaliczenia kolejnego browaru. Byłem, zobaczyłem i właściwie już zapomniałem. Tyle ode mnie!