środa, 16 sierpnia 2017

Z wizytą w Browarze Spółdzielczym w Pucku

Podczas ostatniego weekendu, wybrałem się do długo nie odwiedzanego przeze mnie Pucka, a jak Puck, to pierwsze, co na przychodzi na myśl prawdziwemu miłośnikowi dobrego piwa, to oczywiście Browar Spółdzielczy.


Do browaru pojechałem na zaproszenie kierownictwa browaru, czyli Agnieszki Dejny i Janusza Golisowicza. Browar Spółdzielczy, jak zapewne wielu z Was wie, to pierwszy browar spółdzielczy (jak sama nazwa wskazuje), który powstał na bazie Spółdzielni Socjalnej Dalba, której pracownikami są osoby niepełnosprawne i takie też, oprócz kierownictwa, spotkamy pracujące właśnie w browarze przy ulicy Helskiej. Tak, tak, jadąc w kierunku Półwyspu Helskiego, browar mijamy po prawej stronie. Ciężko nie zauważyć jego kolorowej fasady.


Sercem browaru jest warzelnia dwunaczyniowa o wybiciu 5 hektolitrów. Poza tym, w browar jest wyposażony w trzy zbiorniki fermentacyjne i osiem leżakowych. Każdy z nich o pojemności 10 hektolitrów.








Rozlew piwa, jak i etykietowanie, odbywają się ręcznie. Większość prac wykonywanych jest przez osoby niepełnosprawne, o czym wspomniałem wyżej.


Mimo swoich niewielkich rozmiarów, browar prężnie warzy, a piwa ich można spotkać w sklepach specjalistycznych w całej Polsce. Dał się poznać także, jako genialny kooperant i tak narodziły się wspólne inicjatywy między innymi z browarami Gzub, Doctor Brew, Hopkins, czy z pubem Jabeerwocky. Planowane są kolejne. Browar zasłynął także z genialnych piw wymrażanych, które charakteryzują się nie tylko bardzo dobra jakością i smakiem, ale także wyjątkowymi, tkanymi, materiałowymi etykietami. W tej serii ukazały się Lodołamacz (DIPA), Królowa Lodu (RIS), Lodziarz (Wheat Wine) oraz Gerda (RIS z dodatkiem lasek wanilii). Browar, jakiś czas temu, zabeczkował kolejne ciekawe piwa, o których pewnie wkrótce usłyszycie. Co ciekawe, to samo piwo powędrowało do czterech beczek, po czterech różnych winach.


Przy browarze, stoi zaparkowany, także znany Wam z różnych festiwali i targów spółdzielczy piwobus, który według mnie, jest jednym z ciekawszych, a na pewno najbardziej oryginalnych 'stoisk' piwnych w kraju. Co ciekawe, w browarze można, bez problemu, zaopatrzyć się w piwo, a także koszulki. Przyjeżdżasz kiedy chcesz i jeśli dane piwo jest, prosisz i wychodzisz z kartonem pełnym szczęścia.


Ogólnie rzecz ujmując, wizyta w Browarze Spółdzielczym, dostarcza miłych wrażeń. To nie tylko wizyta w kolejnym browarze, ale także obecność w miejscu, w którym nie dostrzegani przez nas ludzie, dostają szansę na lepsze życie. Poprzez pracę odbudowują swoje jestestwo, pokazują że także są częścią społeczeństwa i potrafią jak inni pracować. Uświadamiają nieuświadomionym, że są ważni, co ciekawe, że są ... właścicielami browaru, w którym rzetelnie zarabiają pieniądze. Widok człowieka, który przed chwilą mi etykietował piwa, któremu w podzięce uścisnąłem dłoń i wysłałem szczery uśmiech - bezcenny. Oby więcej takich miejsc w kraju. Wszystkich serdecznie zapraszam do złożenia wizyty w tym zacnym browarze, chociażby przy okazji wyprawy na półwysep, lub w kierunku Jastrzębiej Góry, czy Karwi.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Święto Warmińskiego Piwowara w Dywitach

Okres wakacyjny służy olsztyńskiemu, warmińskiemu i warmińsko-mazurskiemu browarnictwu. W zeszłym tygodniu mieliśmy do czynienia z pierwszą edycją Olsztyńskich Targów Piw Rzemieślniczych, a pierwsza sobota sierpnia to wspaniały czas w podolsztyńskich Dywitach, prz okazji Święta Warmińskiego Piwowara. 

Imprezę, która miała się zacząć się punkt o czwartej po południu, poprzedził finał V Warmińskiego Konkursu Piw Domowych, w którym miałem przyjemność sędziować 'warmińską' kategorię, czyli rosanke. Oprócz rosankę, były jeszcze trzy kategorie: porter angielski, owocowe pszeniczne i Punk IPA - klon. W kategorii rosanke wygrał stary, dobry olsztyński piwowar domowy, czyli Paweł 'Czarny' Morawski. Dzięki temu, Paweł w przyszłym roku, będzie miał przyjemność uwarzenia swojego piwa w Browarze Kormoran. W kategorii porter angielski wygrał Łukasz Derdziak, w kategorii owocowe pszeniczne Jarosław Reczek, a w klonie Punk IPA Ireneusz Misiak. 


Jak można zauważyć, wśród sędziujących, były tak znane w piwnym światku postaci, jak Dawid Kulbicki, Marcin Kwil, czy Piotr Kleinschmidt.

Gdy emocje konkursowe minęły, powoli na placu przed słynną dywicką stodołą, zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu, namioty browarowe. Tego dnia, na festyn, przybyły browary: olsztyńskie Kormoran i Warmia oraz kontraktowy Dziki Kocur, działdowski Kadyk, ełcki Mazurski Browar oraz z podlaskiej Osmoli Stara Szkoła, w których szeregach, piwowarami są rodowici warmiacy. 










Na kranach, klasyczne pozycje plus ciekawostki takie jak chociażby kormoranowe Porter Wiśniowy i Kormoran Ciemny z dodatkiem kosodrzewiny oraz smakołyki ze Starej Szkoły, czyli Pokrzywowe i Mniszkowe. Stara Szkoła miała zresztą także superanckiego Witbiera. W sumie na kranach 21 piw i sporo też butelkowych, co jak na tego typu imprezę uważam za znaczną ofertę.

Poza tymi tuzami piwowarstwa, nie mogło zabraknąć stoiska Piwni Warmińskich Chłopów Bosych oraz specjalnie wydzielony kąt dla Warmińskiego Browaru Parowego. Na stoisku bosych chłopów, specjalnie na tę okazję odszpuntowano pięćdziesięciolitrową beczkę piwa rosanke, którym Mariusz Sekulski (Chłop Bosy) w zeszłym roku wygrał konkurs piw domowych. Natomiast na stoisku browaru parowego, wszyscy odwiedzający mieli okazję zobaczyć jak w trochę większych, niż domowych, warunkach warzy się piwo.






O tym, jak warzyć piwo w domu, można było się też przekonać na stanowisku Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Terenowego Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, gdzie w tym dniu warzono także piwo, a także objaśniano, jak właśnie warzyć piwo w domu, jak tworzyć receptury i odpowiadano na najważniejsze pytania.


Ale Święto Warmińskiego Piwowara, to nie tylko browary i piwo, ale także i inne smakowite wyroby regionalne, których zgromadzeni mogli spróbować na stoiskach ulokowanych wewnątrz stodoły. A delektować można się było między innymi: domowymi winami, cydrami i miodami pitnymi wprost od Jurka Mackiewicza z Soku z Jednorożca i od Marcina 'Tiburona'. Chłopaki zresztą nie tylko częstowali, ale także świetnie wykładali wiedzę o domowym wyrobie win, miodów i cydrów.



Swoje stanowisko miała także Anna 'Zielarka' Pacanowska z Blanek, na którym można było spróbować także domowych nalewek, wódek i innych alkoholi, zaopatrzyć się z materiałowe rękodzieło, a także skosztować zupy pokrzywowej.





W stodole można było także skosztować rzemieślniczych wędlin i serów, zaopatrzyć się w domowe przyprawy, czy miody chociażby.



Dobrych, swojskich potraw , można było także skosztować na stoisku Smaki Gabi, gdzie królowały karkówka i babka ziemniaczana. Tytułowa Gabi, w Olsztynie i na całej Warmii, znana jest głównie ze swoich wielkich, pysznych, pachnących, rzemieślniczych pączków. 

Jak można było zauważyć wyżej, festyn ten, to nie tylko jadło, piwo, wina i okowity, ale także część edukacyjna i artystyczna. Swoje wystąpienia i wykłady mieli organizatorzy, piwowarzy domowi, a także lokalne i nie tylko zespoły. Mnie zauroczył zespół Szarlotka, w którego skład wchodziły trzy nastoletnie dziewczęta, które wykonywały covery rock'owych polskich i zagranicznych szlagierów.




No i jak ja to mam w zwyczaju, piwo i tego typu spotkania, to głownie ludzi, a tych bardziej lub mniej znanych w Dywitach nie brakowało, co można zobaczyć na poniższych fotografiach.










Jak widać powyżej, działo się. Była to druga edycja Święta Warmińskiego Piwowara (pierwsza na której byłem), która poniekąd jest spadkobiercą Warmińskiego Festiwalu Dziedzictwa Browarniczego, a której to organizatorem był piewca warmińskich tradycji piwowarskich, czyli Jacek Niedźwiecki, który także tworzył WDFB. Wszystko to w porozumieniu z Gminą Dywity. Co ja sam sądzę o tej imprezie? Impreza bardzo swojska, przaśna, wręcz odpustowa, bez tego pewnego zadęcia rzemieślniczego, na której każdemu każde piwo i nie tylko bardzo smakowało (Pokrzywowe zniknęło najszybciej,a takie Imperium Prunum dostępne było do końca). Dość powiedzieć, że znaczna większość festynu, to mieszkańcy Dywit, dla których to jedno z najważniejszych wydarzeń w roku. Jak pisałem wyżej, nie najważniejsze tu były sztosy, premiery i inne tego typu sprawy, ale po prostu skosztowanie płynnych i stałych smakołyków w doborowym towarzystwie, przy akompaniamencie ciekawej muzyki. Tańce i hulanki pod sceną. Wszystko z wyrazistymi uśmiechem i radością na twarzach. Była to także okazja dla miejscowych, do szerszego poznania piwnego świata i tego, co warmińskie i mazurskie browarnictwo może zaoferować. Nazwy piw i styli, nic a nic większości nie mówiły, jakkolwiek ekipy na stoiskach, robiły wszystko, by tę wiedzę przybliżyć i by zaciekawić gości, by zaszczepić bakcyla ciekawego piwowarstwa. Naprawdę, moim zdaniem impreza bardzo udana. Wszystko pod hasłem: muzyka, piwo i dobre mięsiwo. Ja jestem z niej bardzo, ale to bardzo zadowolony i już czekam na kolejną, przyszłoroczną edycję. Kto wie, może nawet będzie więcej browarów z naszych ziem.